Szwedzko-polska kolacja przeciw Cesarstwu
Jest doprawdy nie do pomyślenia jak europejski monarcha rządzący tak olbrzymim i potężnym państwem jak Rzeczpospolita Obojga Narodów mógł wykazywać taką płytotę myślenia. Przecież gdyby Rzeczpospolita weszła ze Szwecją w długotrwały sojusz militarny już na początku XVI wieku ileż moglibyśmy zyskać! Najpierw oba państwa wspólnymi siłami mogłyby wyprzeć Moskwę dalece na wschód, przypieczętowując tym samym swoją władzę w Inflantach i Estonii. Następnie, w dobie wojny trzydziestoletniej, Rzeczpospolita powinna wraz ze Szwecją uderzyć na Cesarstwo Niemieckie, stworzyć mu drugi, wschodni front - podczas gdy na zachodzie Niemcy musieliby zmagać się z Francją. Gdyby armia Rzeczpospolitej zrobiła właśnie to, to losy Europy mogłyby się na zawsze odmienić - i nic dziwnego, że w ten sposób tu się dywaguje, bo wówczas dla Rzeczypospolitej sojusz ze Szwecją był olbrzymie korzystny, ba!, stronienie od tegoż byłoby już grzechem śmiertelnym względem patriotyzmu, a co dopiero wojowanie z nią... A do tego przecież doszło! Wojska Rzeczpospolitej, wojska, trzeba zaznaczyć, niezwykle potężne, miast miażdżyć Niemców od wschodu i osłabiać tym samym swojego największego wroga, wojowały ze Szwecją, tym samym przydając Niemcom ogromnego pożytku i utrwalając władzę tychże na Pomorzu!